W kolejny dzień Wielkiego Tygodnia, przeżywamy z Chrystusem wieczerzę z uczniami. To właśnie podczas tego spotkania Jezus zapowiedział zdradę Judasza i zaparcie się Piotra.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie (J 13, 33). Takie dramatyczne zdanie kieruje Jezus do Apostołów. Ciągle w pełni świadom tego co Go czeka, ujawnia teraz przy wszystkich Dwunastu, że wśród nich jest zdrajca. Wprawia to ich w zmieszanie i niepewność. Żaden z Apostołów nie spodziewał się, że którykolwiek z nich może zdradzić swojego Rabbi. Jezus jednak od początku wie, że zdrajcą jest Judasz Iskariota i nie waha się mu tego pokazać.

pocalunek Judasza

Ważnym elementem tego wieczoru, jest też zapowiedź zaparcia się Piotra. Opoka, na której będzie zbudowany Kościół obiecuje, że jest gotów za Jezusa oddać życie. Chrystus jednak przepowiada co wydarzy się po pojmaniu Go – Piotr pełny lęku i obaw trzykrotnie zaprze się swojego Mistrza.

Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną,  utaił mnie w swoim kołczanie (Iz 49, 2). Tak sam Mesjasz jest przedstawiany w proroctwie Izajasza. Przyszedł On faktycznie z ostrzem na ustach, jako strzała skryta w kołczanie, lecz nie po to by niszczyć swoich przeciwników. W miłości do nich odkrywa On ich grzechy, poucza i nawraca. Wszystko robi w duchu ufności i pomocy Bożej. Prorok odsłania również w dzisiejszym pierwszym czytaniu z jakim odzewem spotka się nauczanie Chrystusa: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły (Iz 49, 4). Bowiem ludzie, których serca były zatwardziałe na Ewangelię nie pozwolili się przemienić, nie nawrócili się. Obrócili się przeciwko Synowi Bożemu, wyszydzili i ukrzyżowali Go.

Dzisiejsza liturgia kładzie również akcent na wielką miłość Boga do ludzi. W antyfonie na Komunię czytamy: Bóg nie oszczędził własnego Syna, lecz wydał Go za nas wszystkich (Rz 8, 32). Trudno pojąć i wyrazić słowem jaka wielka musi to być miłość. Ojciec wydający na śmierć własnego Syna, robiący to z miłości do ludzi. Wielką miłością do ludzi i do samego Ojca pała również Chrystus. Jak głosi dzisiejsza aklamacja: Witaj, nasz Królu, posłuszny woli Ojca, jak cichego baranka na zabicie zaprowadzono Ciebie na ukrzyżowanie – Jezus był Ojcu posłuszny aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.

W męce Chrystusowej ciągle towarzyszyła Mu jednak miłość Ojca. Bóg nigdy nie opuścił swojego Syna. Gdy ofiara na krzyżu dokonała się, Ten wyniósł Chrystusa do wiecznej chwały. Wyprowadził swojego Syna z upokorzenia i cierpienia, i wyniósł w chwale zmartwychwstania. Męka Chrystusowa staje się teraz jedyną drogą do zbawienia całego świata, co już przewidział i podsumował prorok Izajasz: To zbyt mało, iż jesteś mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię Cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 49, 6).